Opublikowano: 2024-10-28

Jaki los komu pisany

Annie zdarzały się wysoki, których zabrania regulamin: rasistowskie uwagi, docinki pozbawione szacunku skierowane do pracowników i okrzyki, gdy zwracano jej uwagę, że powinna być spokojniejsza. Ostatecznie musiała opuścić ośrodek. Na koniec pokazała – tym miłym, dobrym ludziom – znak poderżnięcia gardła. Zamaszysty gest zemsty. Zniknęła w ciemności, w zimie, z reklamówką pełną zniczy.

reportaż

Jaki los komu pisany Zima, ciemno, ośrodek dla bezdomnych kobiet. Tutaj, jeśli dopisze szczęście i akurat trafi się wolne miejsce, można zostać tak długo, ile potrzeba. Tak długo, aż ureguluje się sprawy: znajdzie pracę, mieszkanie, spłaci długi. Regulacja tego typu spraw nie trwa kilku dni, więc – z reguły – potrzeba długo. Biurokracja, nawet w angielskim socjalu, jak zwykło się mówić, mlekiem i miodem płynącym, trwa, a zdobycie mieszkania przypomina konkurs cudów i dziwów nawet w przypadku tych, którzy w drabinie społecznej są na wysokiej pozycji. Z chęciami głównych zainteresowanych, też bywa różnie. Jednym jest dobrze tak, jak jest, drugim nie można odmówić determinacji. Jak wszędzie. Co człowiek, to inne podejście do życia. Wystarczy się zjawić i jeśli jest wolny pokój, proszę, tutaj można zamieszkać. Trzeba wypełnić formularz danych osobowych: imię, nazwisko, data urodzenia, kraj pochodzenia (nie ma przymusu pisania tam prawdy). Jeśli ktoś przedstawi się jako Myszka Miki, nikt nie będzie wnikał, można tak się nazywać, nie ma problemu. Tutaj nic nie trzeba mówić, ani zdradzać o sobie żadnych szczegółów. To miejsce pod ochroną, można pozostać anonimowym. Dane osobowe silnie strzeżone. Prawie nic nie trzeba też robić, bo posiłki są (wdrapać się na ostatnie piętro), firma sprzątająca jest (ubrania z podłogi pozbierać), ludzie od prania w gotowości (ściągnąć brudne, przynieść w worku, odebrać czyste). Zasady w ośrodku są nieskomplikowane i mają na celu bezpieczeństwo i komfort mieszkanek oraz pracowników. Za złamanie regulaminu dom trzeba opuścić (jeśli nie po dobroci to w towarzystwie policji) bez możliwości powrotu. I nie ma, że zimno, ciemno, mróz, że dzieci nie odbierają telefonu.

Regulamin:

  1. Zakaz posiadania broni – pogróżki z nożem w dłoni zdarzały się nieraz
  2. Zakaz palenia papierosów w budynku – łamany często. Szczególnie ulubione jest palenie w łóżku. Przy takim zwyczaju o pożar nie trudno (w psychotycznych lub nietrzeźwych stanach klientek papieros może się łatwo wymsknąć) i katastrofa gotowa.
  3. Zakaz przemycania gości z naciskiem na zakaz przemycania mężczyzn. Zdarza się i to. Wiadomo, nic co ludzkie. Ale czy w zamian za kilka minut przyjemności opłaca się tracić dach nad głową, wikt i opierunek? Trudny wybór.
  4. Zakaz kolekcjonowania jedzenia z naciskiem na zepsute. Pracownicy starają się ten zwyczaj wyplenić, z reguły na próżno. Podtopione masło zmieszane z muchami, podgnite ogryzki, spleśniałe jogurty i chipsy porozrzucane po podłodze mimo próśb, że: to dla pani dobra: zdrowia i dobrego samopoczucia
  5. Zakaz hałasowania. Ważna sprawa, bo mieszkanki tutaj potrzebują przede wszystkim spokoju. Ciszy. Każda z pań mieszka z własną ciszą we własnym pokoju. Warunki tip-top bo i prywatność można mieć, i samemu toaletę i w teorii: ciszę właśnie. Sęk w tym, że sporo mieszkanek choruje na psychozy, czyli rozmawia z głosami mówiącymi w głowie albo z ludźmi, których nie ma.
  6. Zakaz obrażania pracowników i innych mieszanek. Respektowanie tego punktu dla niektórych jest naturalne i nieproblematyczne, dla innych niewykonalne i niemożliwe do nauczenia się. Pracownicy socjalni pracują tutaj z różnych powodów. Niektóre z nich: – ze szczerej chęci pomagania innym ludziom – taki wybrali kierunek studiów – raz, z przypadku wylądowali w branży i – splotem przypadków - zostali – z wiary, że należy takie ośrodki prowadzić; w ich sens, cel i misję – z obowiązku opłacenia rachunków

Nina W pokoju Niny był tylko Jezus. Żadnych ubrań, butów, nic. Święte obrazki leżały starannie ułożone na nocnym stoliku, równo, jak od linijki. Szafa pusta, biurko puste, nic. Czy wiara w miejscach takich jak to, jakoś człowiekowi pomaga? Nina pochodzi z Białorusi, może dlatego taka religijna, a może niereligijna – nie wiadomo. Formularz danych osobowych nie zawiera osobistych pytań, a Jezus na stoliku jeszcze o niczym nie świadczy. Nina schodziła na dół do pracowników często, zdarzało się, że i siedem razy w ciągu godziny. Kiedy na schodach słychać było pochlipywanie, wiadomo, że to Nina. Dlaczego pani płacze? Bała się. Ani kogo, ani czego – nie wiedziała. Nie takie tam ciche płakanie - prawdziwy szloch z trzewi, ze łzami, z czerwonymi oczami i drgawkami ciała. Na recepcji nie było chusteczek, więc dostawała papier toaletowy. Pani Nino, niech się pani wytrze. Nie ma się czego bać, drzwi zamknięte, ochrona jest, niech pani idzie do stołówki coś zjeść, wszystko będzie dobrze. Co ma być dobrze? – zastanawiali się pracownicy, którzy już wiedzą, że w tej sytuacji najprawdopodobniej dobrze nie będzie nic. Jeśli płakała w ciągu dnia, to jeszcze pół biedy. Gorzej w nocy, na Boga, ile można płakać, w nocy szczególnie – tutaj jest reguła: cisza od 22.00, płaczem pobudzi innych, zaczną się skargi – kłopot. Pracownik dał kartkę: tu, proszę, jest odział psychiatrii, niech pani idzie. Droga dokładnie opisana. Tu w lewo, tam w prawo, dalej prosto. Niedaleko dworca, niech pani idzie. Psychiatra powinien pomóc. Wzięła kartkę, wyszła, do doktora jednak nie dotarła. Wróciła, dalej płacz, i znowu, pani Nino...

Pewnego dnia ot, spakowała się do reklamówki foliowej. Gdzie poszła, nie wiadomo. Nie ma przecież obowiązku mówić, dokąd się idzie i skąd się już nie wróci. Pokój 1 Posklejana podłoga, na podłodze majtki (nie tylko czyste, widać i z daleka) mieszają się z bułkami i resztkami sera. Resztki dżemu na stole, nad dżemem owady. Powietrze stęchłe: okno nieuchylone, smród. Łóżko nieposłane, śmieci niewyniesione, rozrzucone po pokoju, pewnie to one śmierdzą. Tak, tak, posprzątam. Pracownik przychodzi w wyznaczonym terminie, notuje: stan pokoju bez zmian. Napomnienie: proszę dbać o higienę, tak mówi regulamin i Urząd do Spraw Higieny. 2. Hala Hala, mimo że pochodzi z francuskojęzycznego kraju, swoją psychozę realizuje po angielsku. Płynny, poprawny angielski: high-psychotic-english. Gdyby aż tak ją wszystko nie bolało, pograłaby w piłkę Kiedyś przecież grała. Kiedyś była i ładna i wysportowana, a teraz, eh teraz, tak to właśnie jest. Takie jest życie, nikt nie wie, co będzie dalej, ani jaki los komu pisany – tak mówi. Boli ją brzuch często i mocno, ale że nie ufa jedzeniu ze stołówki, odżywia się w kiosku na rogu. Co można tam zjeść? Chipsy, ciastka, batony. Drogo, ale blisko - stołuje się więc tam. Hala z momentów psychotycznych (z zaangażowaniem dyskutuje sama ze sobą albo wykłóca się z niewidzialnym rozmówcą), przechodzi do normalnej rozmowy z pracownikami sprawnie, jakby żadnej psychozy nie było. W rozmowach jest uprzejma, zabawna i chętnie rozmawia bo ma, jak to nazywa – ma nosa do ludzi – i wie, kto ma dobre serce, a kto nie. Podróżować! Dobrze się bawić! Korzystać z życia! To Hala doradza tym, którzy mają dobre serca.

Pokój 2 Peruka zielona, czerwona, czarna, blond,. Loki, proste, krótkie, długie. Kosmetyki różne – tanich firm, ale i coś od Gucciego też by się znalazło. Ubrań mnóstwo. Pokój numer 3 to wielki wir ubrań, są wszędzie. Na krześle, parapecie, w szafie. Wir jest też w szafie, tam miesza się z puszkami i butelkami. W łazience rozrobiony preparat do henny. Obok tego nagrzana prostownica, można się szykować na miasto. 3. Wane Dzień dobry po raz pierwszy. Dzień dobry po raz drugi. Dzień dobry po raz trzeci. Dzień dobry po raz czwarty. Dzień dobry po raz piąty. Nie ma z kim porozmawiać, to chociaż ,,dzień dobry’’ kilka razy dziennie sobie człowiek powie. Regulamin nie zabrania, więc Wane korzysta i pozdrawia razy naście. Do Londynu przybyła z Indii. Jak? Niewiadomo. Jedyne, co wiadomo, to że została wykorzystana. Jak do tego doszło? Nie wiadomo. Dlaczego? Nie wiadomo. Jedyne, co wiadomo, to że do Indii wracać nie chce. Raz chciała zadzwonić do mężą, ale czy ten żyje, nie wiedziała. Dzieci... do nich też chciała zadzwonić, ale czy żyją? Pani Wane nie miała pewności, więc do telefonowania ostatecznie nie doszło. W ośrodku nie ma z kim rozmawiać i nie ma się z kim pośmiać. Śmieję się więc z własnego i z cudzego ,,dzień dobry’’. Głośno, szczerze, radośnie. W końcu śmiech to zdrowie. 4. Kora Kora zrezygnowała z mieszkania w ośrodku, bo czuła się śledzona. Nie, nie przez pracowników, gdzie tam, do ich zadań nie należy śledzenie mieszkańców.

Była przekonana, że ludzie są śledzeni przez migające urządzenia: głośniki, telewizor, czujnik antypożarowy i tym podobne. Tam w nich miga, to śledzi i zbiera o ludziach informacje – tak tłumaczyła. Albo to zlikwidujecie, albo ja się wyprowadzam – tak napisała w skardze do Zarządu Ośrodka. Opisała dokładnie, w tonie naukowym, dlaczego t a k i e urządzenia są niebezpieczne. Nie poskutkowało. Migające urządzenia jak były, tak zostały i nikt nawet nie myśli o ich usunięciu. Nie poskutkowały też prośby kierowane przez pracowników do Kory: proszę nie krzyczeć po nocach. Kora cierpiała na psychozę z rodzaju tych, w których się krzyczy. Głośno, czyli wbrew regulaminowi. Czyli trzeba opuścić lokal. Pracownikom, którzy przychodzili prosić o ciszę otwierała, niekoniecznie życzliwie, ale spokojnie. Pytała: kto krzyczy? Nikt, nigdy tutaj nie krzyczy. Pokój 3 U pani to nawet nie trzeba sprawdzać! Czysto, pachnąco, aż miło. Może nawet za czysto. W pokoju 3 zdaje się nie być ani okruszka, pyłu, włosa. Błysk. W łazience są nawet gumowe rękawiczki do sprzątania i mnóstwo różnorakiej chemii, w którą pani z pokoju 3 zainwestowała z własnej kieszeni. Każda rzecz ma swoje dokładnie wybrane i przemyślane miejsce. Dwie mandarynki i banan położone koło siebie jakby w wyliczonej odległości: symetrycznie, dokładnie, estetycznie. Zwykłe upodobanie porządku czy poważne zaburzenie nerwicowe? 5. Luna W długiej, letniej, sukience w kwiaty wygląda naprawdę pięknie. Jest kobietą około pięćdziesiątki, w tym stroju wygląda jak dama. Elegancko. Starannie umalowana, z torebką od Chanel w dłoni. W tej torebce ma kartę (klucz wejścia do ośrodka), ale może nikt nie zauważy. Oby nikt nie zauważył. Ale by było! Co ona miałaby powiedzieć? Że mieszka w ośrodku

dla bezdomnych?! Idzie odebrać siostrę, mieszkającą w USA, z lotniska. To będzie świetny wieczór! Luna jest kobietą dziarską, pogodną. Uśmiecha się bardzo często i szeroko, co nie jest tutaj popularne. Tutaj popularnymi zajęciami są raczej chodzenie z kąta w kąt, leżenie jak dzień długi i szeroki w pokoju, palenie ton papierosów. Luna skończyła studia wyższe, pracowała przy projektach kreatywnych. Uuuuu, ja miałam dobre, życie, naprawdę dobre - tak mówi. Ma dzieci, które i teraz mają dobre życie. Inny wieczór, inna sukienka, ona znowu wygląda pięknie, naprawdę, znowu dostojnie. Babski wieczór z przyjaciółkami. Nie, nie wiedzą, gdzie mieszka. Po co mają wiedzieć? Jak ona miałaby się z tego wytłumaczyć? Tak się jakoś poskładało. Tyle. Takie życie. A wszystkim nie trzeba wszystkiego mówić, tłumaczy, bo i po co? 6. Olga W pokoju znowu brzydko pachnie. Śmierdzi. Smród, śmieci, bród. Była prośba, jest napisane w regulaminie, zasad do przestrzegania jest przecież mało, ale śmieci kategorycznie nie wolno przetrzymywać w pokoju, bo śmierdzą, to niezdrowo dla pani. Pani też nie wietrzy. Proszę wietrzyć. Będzie kontrola, czy pani wywietrzyła, zapiszemy w protokole, za niewietrzenie jest adnotacja. Dwie negatywne adnotacje i będzie musiała się pani wyprowadzić. Podpisała pani regulamin, zna pani zasady, znowu musimy się powtarzać. Niedobrze. To dla dobra wszystkich, dla pani dobra. Proszę wywietrzyć. Dlaczego mieszka pani w takim brudzie? 7. Kelly Godzina 3.00, recepcja – Hallo jest tam kto? Spałaś, a nie powinnaś. Za to ci płacą, żebyś nie spała! Potrzebuję adres do Kryminalnej Policji w Londynie. Teraz. Wydrukuj. Jutro tam pójdę, wszystko im powiem. I nawet się głupio nie pytaj: jak się mam! Jak ja mam się mieć?!

I tylko mam siedzieć w swoim pokoju! Cały czas przecież tam siedzę! To mi zrobili! Mi! Byłam dobrą i ładną kobietą, a tak mi zrobili! Wydrukuj – Kryminalna Policja w Londynie. – Proszę, niech pani idzie teraz spać, jest noc, wszyscy śpią. – Jak mam spać!? Nie mów mi, że mam wracać do pokoju i spać. Po co mam spać? To będzie miało straszny koniec, wszyscy zobaczycie, to nie może się dobrze skończyć! Przy dyskusjach na temat zdrowia Kelly ośrodkowy psycholog przypomniał sobie stwierdzenie szanowanego profesora. Otóż, są przypadki, z którymi nie radzą sobie ani najbardziej utytułowani ani najbardziej doświadczeni psychiatrzy, i że przypadek Kelly – na jego fachowe, psychologiczne oko – na taki właśnie wygląda. Pracownicy tutaj, mimo że tytułów profesorskich im brak, jakoś sobie radzą. Kelly niedługo wyprowadza się do mieszkania. To sukces. Jej – pozostanie tajemnicą, jak w psychotycznym stanie udało się jej przebrnąć przez dokumentację i wygrać konkurs na lokatora – i pracowników, że przetrzymali. Krzyki, obelgi, tysiące psychotycznych monologów. Historii z happy endem nie ma w tej branży za wielu, więc jeszcze na pare tygodni pracownicy zacisną zęby. Psychozę pani K jednym uchem wpuszczą, drugim wypuszczą (to najlepsza metoda na psychozy) i nie będą dzwonić na pogotowie, żeby zabrali panią K, bo wtedy misja mieszkanie straci szanse na powodzenie. Ona i tak nie zgodziłaby się na dobrowolne leczenie, bo przecież nie jest na nic chora. (Kelly uważa się za całkowicie zdrową). Zdrowych ludzi się nie leczy, więc przestań straszyć, że będziesz dzwonić do jakiś szpitali! Pokój 4 Pluszaki, mnóstwo pluszaków, pluszak na pluszaku. Cały animowany las: mała szara

myszka, niedźwiadek, lisek, ptaszek. Na parapecie laleczka, na biurku misiu jeden, drugi, trzeci. Małe, słodkie misie. 8. Gerdy Wiadomość od zmiany porannej dla zmiany popołudniowej: zły stan psychiczny klientki z pokoju 02. Proszę na każdej zmianie zapukać i zapytać, jak się klientka czuje: czy jadła i zmieniła ubranie. Mówiąc wprost: sprawdź, czy pani jeszcze żyje, czy już nie. Gerdy pewnego letniego poranka przyniosła nocnej zmianie list. Nie wiadomo, co w nim było. Tajemnica korespondencji. Wiadomo tylko, że był to list pożegnalny – tak napisała na kopercie. List wylądował na półce z innymi listami (niepożegnalnymi) u ośrodkowej psycholożki. Źle pani wygląda, czy pani spała? Nie? Jak się pani czuje? Nie najlepiej? No to już, dzwonimy na pogotowie. Wizyta na oddziale psychiatrycznym – raz. Po kilku godzinach Gerdy wróciła. Jej stan oszacowano na stabilny i niezagrażający jej zdrowiu ani życiu. List pożegnalny istnieje, leży na półce, wszyscy go widzieli. Ale cóż, skoro specjaliści stwierdzili, że to nic poważnego, to nic poważnego. Minęło kilka dni. Zgodnie z zaleceniami specjalistów, sprawdzano o wyznaczonych godzinach i skrupulatnie odnotowywano w codziennych raportach, czy Gerdy dobrze się ma. Po kilku dniach poprosiła sama: zadzwońcie po karetkę, te głosy w głowie mówią mi, że mam się zabić. Karetka przyjeżdża, zabiera pacjentkę. Wizyta na oddziale psychiatrycznym – dwa. Po kilku godzinach wróciła. Nikt o nic nie pytał. Lepiej nie pytać bo i o co? Czy już się pani odechciało zabić? W tego typu sytuacjach, chyba najlepiej jest powiedzieć coś neutralnego. Na przykład: niech pani pamięta o kolacji.

Będzie pamiętać. Jej stan jest przecież stabilny. W celu profesjonalnego monitorowania stanu pani G udało się załatwić, że odpowiednio wyszkolony człowiek z oddziału psychiatrycznego przychodził do niej raz dziennie do ośrodka. Dzień 1: stan psychiczny stabilny Dzień 2: stan psychiczny stabilny Dzień 3 Nie piła, nie jadła, nie spała 24 godziny, myśli samobójcze. Dziwne, w ostatnie dni nie było przecież powodu do zmartwień. Pokój 5 Jedna para butów, jeden t-shirt, mała tubka pasty do zębów. Więcej nic. 9. Vale Co ja mam tak siedzieć, jak wszystkie tutaj, bez pracy? Głupio tak, bez pracy. Vale pracuje. A to posprząta, a to w barze. Za ile? Bez umowy, na czarno, dostaje około 6£ na godzinę. Nielegalne prace mają to do siebie, że na chwilę są, a za chwilę ich nie ma, czyli nic nie można zaplanować. A człowiek chyba powinien wiedzieć, na czym stoi, no nie? Ale nie jest tak źle, mówi Vale, do burdelu nie pójdę przecież pracować. Chłopaka mam, fajny, ale teraz znowu w więzieniu siedzi. Za co? Ah, za nic poważnego, bójki jakieś chyba. To dobry chłopak. Też bezdomny, poznaliśmy się na dworcu, w jadłodajni. Vale ma przeszłość kryminalną w swoim kraju, dlatego powrót nie wchodzi w grę. Ale w jej sprawie też nie chodziło o nic poważnego. To dobra dziewczyna. 10. Basia Noc, gorąco, lato. Basia siada na papierosa. Ciężko wydycha powietrze. Gruba jestem, mówi, w to gorąco ledwie daję radę. Co słychać? Słabo, pracy nie ma, klientów nie ma, nie wiem dlaczego. Może za gorąco? Może przez

te upały, a może poszli do pracownic sezonowych. Basia pracuje na ulicy słynącej od lat z prostytucji. Wygląda na ponad 50 lat, na zmęczoną. Są upały, nadwaga pewnie utrudnia jej funkcjonowanie. Jej syn kończy budować dom. Ona chciałaby się dołożyć, więc źle się składa, że klientów nie ma. Praca jak praca, raz się zarobi, raz nie, tak to bywa. Ah, już wiele lat w zawodzie, jest przyzwyczajona, zna realia. Bywają dni, że się nie zarobi się ani funta. Idzie spać, może jakoś zaśnie w to gorąco. Jutro będzie lepszy dzień, mówi, mam nadzieję. 11. Stella Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy? Stella zdaje się zadawać to pytanie lustereczku cały czas. Można się dziwić: kobieta dojrzała, na co tak siedzieć, i non stop, przeglądać się w lustrze? Prawdopodobnie to część jej psychozy, niezdiagnozowanej, bo po co jej psychiatra, skoro nie jest chora. Tak działa wiele chorób psychiatrycznych - ludzie pozostają do końca życie niezdiagnozowani, bo nie rozumieją, że są chorzy i potrzebują leczenia. Stella przemawia nieraz głosem z brzucha, głosem z egzorcyzmów. Bueaaaaehabuuuuu. Dźwięk na taki kształt. Głośny. Dudniący. Nieludzki. W zasadzie ma łagodny, kobiecy głos – pasujący do jej blond włosów i kształtnej figury. Spokojnie prosi o herbatę i mieszadło, aż nagle wydobywa się z niej głos. Ona sama zdaje się tego nie zauważać, robi swoje, jak gdyby nigdy nic, jakby żadnego głosu nie było. Siada na trawie. Pali. Papieros pierwszy, drugi, pięćdziesiąty. Jak wygląda każdy dzień Stellii? Śniadanie: ser, wędlina, marmolada. Co dzień to samo, nie ma z czego wybierać, rach ciach, nie ma się nad czym zastanawiać. Kawa. Papieros pięćdziesiąty pierwszy. Łąka przed ośrodkiem. Papieros pięćdziesiąty drugi. Można odnieść wrażenie, że palenie papierosów pochłania jej większą część dnia. Lustereczko powiedz przecie. Stella ogląda twarz z każdej strony. Od góry, od boków,

pod przekątną. Ile można przeglądać się w lustrze? Stella może całymi dniami i nocami. Z przerwą na papierosa. Nocami nie śpi. Pije kawę za kawą i papieros pięćdziesiąty trzeci. Nocami też wydobywają się z niej głosy, ale – zgodnie z regulaminem i na jej szczęście – nie za głośno. 12. Uwe W życiu ważne jest wytyczać sobie cele i skrupulatnie je realizować. Uwe wierzy w tę zasadę i żyje według niej każdego dnia. Świątek, piątek, poniedziałek – praca musi być wykonana. Celem, proszę Pani, jest dojść sprawiedliwości! Ja, jako była prawniczka (zgadza się, kopia ukończenia Wydziału Prawa na Uniwersytecie w Monachium jest, czarno na białym wykształcenie pani U jest potwierdzone) nie pozwolę, żeby działa się niesprawiedliwość! Jeśli na pierwszym piętrze słychać donośne, dynamiczne, stanowcze rozmowy i często pada – kurwa – to wiadomo, że Uwe pracuje – w jej sprawie chodzi o odszkodowania i rodzinne majątki. Napracowała się przez całe życie jako pielęgniarka (zgadza się, świadectwo ukończenia szkoły pielęgniarskiej też jest) i prawniczka. Z doświadczenia wie, że grunt to dobra organizacja. Ona jest zorganizowana bardzo: posiłek, praca, spacer, praca, gimnastyka, praca, posiłek, praca. Oni mi za to zapłacą! Kto zapłaci? Niemcy, Portugalczycy, Polacy – nie wiadomo. Okaże się. Proces musi być! Ja wiem, co robię, jestem prawnikiem, ci złodzieje, oszuści! Kto, dlaczego co ? Odpowiedzi na te pytania są prawdopodobnie w kilkunastu sążnistych segregatorach, nad którymi Uwe pracuje. Dokumenty, papiery, koszulki, zaznaczenia. Wszystko od linijki, porządek musi być.

Porządek w mojej pracy to podstawa, wiem, co mówię, prowadziłam wiele spraw. I wygrywałam. Z tymi świniami też wygram! A że dzieci nie mam, to odzyskane pieniądze przekażę na cele dobroczynne, już wybrałam na co – edukację dziewczynek w Afryce. Zamaszysty krok, czapka z daszkiem, plecak. Grunt to dobra organizacja. Na starość chciałabym spokoju, mówi. Na starość, czyli kiedy ? Czy pani potrafiłaby się cieszyć pokojem po tylu latach niepokoju? Do teatru chętnie bym poszła. Kiedyś tak lubiłam. 13. Anna Ja chodzila dziś po cmentarzu, nic nie znalazła, dzieciów żadnych nie znalazła. Po jakim cmentarzu, jakich dzieci? No dzieciów na cmentarzu, a nie wie, tak ja tylko chodzila. W jej reklamówkach często widywano znicze; dużo szklanych, ciężkich zniczy. Musiało być to niełatwie zadanie, jeździć z nimi po mieście. Anna jest bowiem najstarszą mieszkanką ośrodka, osiemdziesiąt dwa lata. Z pochodzenia Litwinka, mówiła też po polsku, rosyjsku i po niemiecku. Dobre, miłe ludzie tutaj, mówiła, a w pokoju trzymała czosnek. Całe piętro pachniało czosnkiem, który według Anny jest lekarstwem na wszystkie dolegliwości. Annie zdarzały się wysoki, których zabrania regulamin: rasistowskie uwagi, docinki pozbawione szacunku skierowane do pracowników i okrzyki, gdy zwracano jej uwagę, że powinna być spokojniejsza. Ostatecznie musiała opuścić ośrodek. Na koniec pokazała – tym miłym, dobrym ludziom – znak poderżnięcia gardła. Zamaszysty gest zemsty. Zniknęła w ciemności, w zimie, z reklamówką pełną zniczy.


M.Dumin


  • social-media-icon
  • social-media-icon